Paweł Marciniak
PR Manager

Myśl, działaj i odczuwaj jak wydawca, czyli o efektywności działań media relations!

Mocna kawa, kilka spalonych papierosów, kilkanaście przekleństw rzuconych w powietrze, kolegium redakcyjne pełne opinii, dyskusji nad tymi opiniami i ustaleń na ostatnią chwilę to hard-core’owy obraz poranka wydawcy dowolnego dużego medium. Oczywiście obraz nieco przejaskrawiony, ale dobrze go właśnie tak kolorowo opisywać, by wczuć się w zadanie jakie ma ów człowiek. To szczególnie ważne dla każdego PR-owca, bo wielu z nich nie ma doświadczeń z pracy redakcyjnej i niestety czasem widać to jak na dłoni. :(

A w życiu PR-owca sukces to słowo, które po wysyłce maila do redakcji,
pasuje między innymi do dwóch sytuacji:

1. Gdy ktoś zareagował na ZAPROSZENIE.

2. Gdy ktoś opublikował coś z INFORMACJI PRASOWEJ.

Tylko, że branża public relations i media znają wiele przykładów tego, że to co teoretycznie łatwe… jest czasem nie do ogarnięcia!

Janusze PR-u

Sam kiedyś dostałem zaproszenie na wydarzenie bez informacji o tym, gdzie mnie zapraszają! Są też telefony stacjonarne w stopce do instytucji, które organizują coś w niedzielę, więc i tak podczas weekendu nikt nie odbiera.

Hitem jest wysyłanie przez warszawskie agencje zaproszeń do lokalnych mediów spoza stolicy. Jeśli to informacja dla gazetki z Pruszkowa, to jeszcze da się zrozumieć, ale już mail w stylu: „Zapraszamy dziennikarzy z Krakowa na otwarcie salonu samochodowego w Warszawie” to chyba z geografią i znajomością struktury mediów u kogoś kiepsko.

Moim ulubionym zwrotem jest hasło: przygotowaliśmy wiele atrakcji. Pytanie dziennikarza jest wtedy zawsze takie samo! Jakie? Po co więc zmuszać żurnalistę do jego zadawania?

Wcale nie tak rzadko zdarza się, że informacja prasowa to książka. Taka nie za długa (jak na książkę), bo zaledwie kilkustronicowa. Pytanie: czy autor takiej informacji prasowej chciał zanudzić na śmierć odbiorcę, czy nie miał umiejętności selekcji komunikatów? Tak czy owak to PR-owa tragedia.

Najważniejsze pytanie brzmi: Co chciałem osiągnąć, wysyłając to konkretne zaproszenie lub ten konkretny tekst do publikacji? Czasem rozsądnej odpowiedzi brak… Oh My God!

Sprint decyzyjny

Bycie wydawcą to fajna praca. Decyduje się o tym, co w danym wydaniu gazety, portalu, serwisu radiowego czy telewizyjnego zobaczy odbiorca. Wybór tego, co potencjalnie może spodobać się czytelnikom, słuchaczom czy widzom to rzadko prosta sprawa. Czasem na biurku i w głowach dziennikarzy roi się od pomysłów, a czasem na horyzoncie nudy i trzeba wymyślać, co dziś dać na „jedynkę”.

Tak czy owak efektywność w relacjach z mediami zwiększyć można, zmieniając się choć na chwilę właśnie w wydawcę. Łatwo policzyć, że kiedy na stole jest 60 zaproszeń czy informacji prasowych, a wydawca ma 30 minut na zdecydowanie, co bierzemy (bo jeszcze są pomysły z kalendarza i innych rozpisek, tematy dziennikarzy oraz pomysły własne wydawcy), zostaje max 30 sekund na każdy tekst od PR-owca.

Tu naprawdę czas to pieniądz. Lanie wody czy owijanie w bawełnę to idealne powody, by taki tekst wrzucić do kosza. Wydawca musi dostać więc coś, co przyciągnie jego uwagę i co zrozumie w czasie krótszym niż 30 sekund.

Jak już tę barierę przebijemy, musimy dać mu na tyle dużo konkretów w przesłanym materiale, by zdał sobie sprawę z tego, że da się zrobić z naszego komunikatu coś większego. Bo każde medium potrzebuje pokazać odbiorcom to, o czym mówi (nawet radio pokazuje obrazy dźwiękiem). Potrzebuje osób, które o tym opowiedzą dziennikarzom, a więc odbiorcom. Potrzebuje na tyle dużo informacji, by do każdej formy dziennikarskiej coś dało się wybrać. PR-owiec musi do tego wszystkiego przekonać wydawcę.

Przecież w sumie chodzi o to, by w tłumie ktoś krzyknął akurat do nas: I choose You!

Kiedy AVE z naszych bezkosztowych PR-owych działań osiągnie znaczne sumy, bo na nasze zaproszenie publikacjami zareagowała spora grupa osób, a po informacji prasowej mamy znaczny odzew, można świętować. Także dlatego, że pomogliśmy jakiemuś wydawcy.

Dosłownie i w przenośni ów wydawca mówi do nas: You've made my day!


Zdjęcia: Star Trek: The Next Generation, CBS, 1987 – 1994.